poniedziałek, 11 sierpnia 2014

10: Moge cie o cos zapytac?

SZOK ŻE JUŻ 10 RODZIAŁ XDD 
Harry
Leżałem na brzuchu, na swoim łóżku. Przede mną leżał laptop. Czekałem na Abigail na skype, która poszła wziąć prysznic. Dostałem kilka wiadomości, dlaczego nie ma mnie na imprezie u Cary, ale je zignorowałem. Chciałem ten wieczór spędzić z Aby. Po około piętnastu minutach wróciła. Była w mokrych włosach i bez makijażu.
-Bez makijażu ci lepiej - mruknąłem.
-Może przez kamerkę - zachichotała - Szkoda, że cię tu nie ma. Obok mnie.
Do głowy wpadł mi pewien pomysł.
-Aby, jestem głodny. Idę po coś do kuchni.
Pokiwała głową, a ja odłączyłem laptopa od ładowania, żeby wkrótce się wyłączył. Założyłem moją ulubioną, fioletową bluzę od Jacka Willsa. Pogasiłem światła. Zbiegłem na dół i założyłem tam stare buty z nike. Złapałem kluczyki od auta taty i wyszedłem do garażu. Zaraz po tym wsiadłem do samochodu, przekręciłem kluczyk w stacyjce i wycofałem z podjazdu. Kierowałem się do domu babci Abigail. Kilkanaście minut później, parkowałem dwa domy dalej. Wyszedłem z auta, zamknąłem je i ruszyłem w stronę budynku. Kilka minut później, wchodziłem po drabinie, na balkon Aby. Miała uchylone drzwi. Siedziała na łóżku i robiła coś na laptopie.
-Komary ci powlatują - powiedziałem dosyć głośno.
-O mój jedyny Boże! Harry! - podskoczyła - Nigdy więcej mnie tak nie strasz! - wzięła poduszkę i nią we mnie rzuciła. Nie trafiła jednak i poduszka wyleciała na balkon. Ja natomiast podszedłem do niej i złożyłem na jej ustach delikatny pocałunek.
-Co ty tutaj robisz? - zapytała patrząc mi w oczy.
-Powiedziałaś, że chciałabyś, żebym przyjechał.
-Nie - zmarszczyła brwi - Powiedziałam, że szkoda, że cię tu nie ma. Nie wspominałam nic o tym żebyś przyjechał.
-Trudno, już tu jestem - wziąłem jej laptopa i chciałem go odłożyć, ale coś przyciągnęło moją uwagę  - Nie wiedziałem,że masz twittera! - szybko wszedłem na jej profil.
-Nie! - ustała na łóżku i próbowała mi go zabrać, ja zaś czytałem tweety.
-Jego zielone oczy są takie piękne - czytałem na głos - Mogłabym w nie patrzeć godzinami! A jego głos i doleczki! Omfg!
-Przestań! - krzyknęła - Harry! Proszę!
-To o mnie? - zapytałem i oddałem jej laptop - Abigail!
-Tak! To o tobie! - zarumieniła się.
Uśmiech wkroczył na moje usta. Wiedziałem, że podobam się dziewczynom, ale nie myślałem, że aż tak na nie działam.
Podszedłem do niej, złapałem jej rumiane policzki i wpiłem się w jej wargi. Opadliśmy na łóżko. Jej ręka była teraz w moich włosach. Delikatnie za nie ciągnęła. Poczułem, że mój penis twardnieje. W moich myślach zaczęła pojawiać się naga Aby, która wije się pode mną, gdy ją zaspokajam. O kurwa, mój kutas chyba eksploduje. Byłem pewny, że Aby też to czuje. Zszedłem z pocałunkami na jej szyję, potem na dekolt.
-Przestań - powiedziała stanowczo, lecz zignorowałem to. Miałem taką chcicę, że nie panowałem nad sobą. - Stop! - warknęła i zepchnęła mnie z siebie. Usiadła.
Patrzyłem na nią zszokowany.
-Mia miała rację! - krzyknęła - Potrzebujesz dziewczyny, która będzie mogła cię zaspokoić! Ja taka nie jestem, nie jestem tą na jedną noc Harry!
-Wcale tak nie uważam - podniosłem się do siedzącej pozycji - Po prostu na mnie działasz i mnie poniosło! Przepraszam.
Patrzyła na mnie swoimi brązowymi oczami.
-Obiecuje, że to już się nigdy nie powtórzy.
-Obiecujesz?
-Przyrzekam.
*
Dwa dni później, czyli w niedzielę, kilkanaście godzin po naszej oficjalnej randce, stałem na ganku tymczasowego lokum Abigail. W mojej dłoni znajdowała się róża. Nie chciałem wchodzić balkonem. Nie chciałem się ukrywać. Zapukałem kilka razy do drzwi i czekałem. Minutę później w drzwiach stała kobieta koło sześdziesiątki.
-Dzień dobry, jest Abigail? - doskonale wiedziałem, że za mną nie przepada.
-Jak odczepiłeś się od mojej jednej wnuczki, to przyplątałeś się do drugiej? - zganiła mnie.
Kobieto! Ja tu przychodzę z ważnym kurwa pytaniem a ty po mnie jeździsz? Mówiłem sobie w myślach.
-Mógłbym ją prosić na chwilę? Proszę.
Niechetnie wpuściła mnie do środka. Musiałem czekać w holu. Zauważyłem, że Aby zbiegała ze schodów z uśmiechem na twarzy. Jej usta od razu znalazły się na moich.
-Zabieram cię gdzieś - mruknąłem.
-Musimy się wymknąć, póki babcia nie patrzy - obróciła się za  i pokazała, żebym wyszedł. Kilka minut później szliśmy za rękę do kawiarni. Abigail trzymała różę, którą dostała kilka minut wcześniej.
-Wczorajszy wieczór był cudowny.
Objąłem ją ramieniem, wspominając wczorajszy wieczór.
Siedzieliśmy w parku, przy stawie. Jednym światłem były lampy ustawione koło dróżki. Aby opierała się głową o moje ramię. Nasze dłonie były złączone.
-Mogę cię o coś zapytać? - odezwałem się.
Pokiwała głową.
-Um, wiem, że nie znamy się długo...  Ale jestem w tobie na pewno zauroczony. Nie wiem czy zakochany. Ale jestem gotów na związek. - odwróciłem głowę w jej stronę. Zrobiła to samo. Patrzyliśmy sobie w oczy. - Będziesz moją dziewczyną?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz