Harry
Obudziłem się wcześnie rano, przez ćwierkanie ptaków. Abigail leżała skulona, koc który otrzymała od mojej mamy leżał tylko na jej stopach. Koszulka lekko podwinęła się i odsłoniła jej biodra. Kilkanaście długich, czerwonych, różowych lub białych lini widniało na skórze. Nie mogłem się powstrzymać i pochyliłem się, żeby scałować jej rany. Zaczęła się lekko kręcić. Po chwili się obudziła. To miejsce musi być wyjątkowo delikatne.
-Co ty do cholery robisz?! - odskoczyła.
-Spokojnie, tylko cię całowałem. Wczoraj nie miałaś nic przeciwko.
Uśmiech wkroczył na moje usta jak pomyślałem o wczorajszym wieczorze. Tylko się całowaliśmy, ale to było bardziej wyjątkowe niż z jakąkolwiek dziewczyną.
-Ale całowałeś mnie tylko w usta - powiedziała i spuściła wzrok na swoje kolana.
-Przepraszam Aby.
Pokiwała głową i chwyciła swój telefon.
-Już dziewiąta, niedługo będę szła.
-Odwiozę cię, a teraz chodź na śniadanie.
Zostawiliśmy pościel. Ja schodziłem pierwszy.
-Uważaj.
Gdy była już wystarczająco nisko, chwyciłem ją nad biodrami.
-Berek! - krzyknęła kiedy była na ziemi. Patrzyłem jak ucieka.
-I tak cię złapię! - krzyknąłem i zacząłem ją gonić. Po chwili dogoniłem ją. Chwyciłem w tali i uniosłem, żeby potem zakręcić kilka razy. Głośno piszczała. A ja się śmiałem.
Edward
Pomagałem mamie w kuchni przygotować niedzielne śniadanie, na które przyjdzie Gemma. Dzisiaj mieliśmy jeszcze jednego gościa. Abigail. Słodka, niska dziewczyna, która mnie zainteresowała. Coś mnie do niej ciagnie. Mama stała przy oknie.
-Patrz jacy oni są słodcy - podszedłem do niej - Harry się w niej zakocha, mowię ci.
-Wątpię - mruknąłem - Sama widziałaś mamo, jakie on przyprowadzał dziewczyny.
-Mia nie była najgorsza.
Już miałem coś powiedzieć, ale zobaczyłem, że się całują. O kurwa. Zrobiłem się zazdrosny. To ja mam ją całować!
-Aw - gruchała mama - Może już są razem!
Co?! Nie!
Abigail
Weszliśmy weseli do domu, gdzie unosił się piękny zapach jedzenia. Umyliśmy ręce i udaliśmy się do jadalni. Harry zajął miejsce obok mnie. Do pomieszczenia wszedł mężczyzna.
-Dzień dobry - odparł.
-Dzień dobry, tato.
Ed także pojawił się w jadalni. Zajął miejsce obok swojego ojca, na przeciw mnie. Zarumieniłam się. Nie miał na sobie bluzy, więc zauważyłam, że ma rękaw z tatuaży. O cholerka.
Gdy przyglądałam się ojcu Harrego, dostrzegłam lekką podobiznę. Jednak Harry i Ed to bliźnkacy, nie wierzę, że Harry jest młodszy. I to o dwa lata! Mama chłopaków przyniosła całe jedzenie i zajęła wolne miejsce.
Objadłam się, ale nie żałuje tego. Wszystko było tak pyszne, że grzechem by było nie spróbować tego.
-A gdzie Gemma? - zapytał Harry.
-Zadzwonię do niej - powiedział tata Harrego i odszedł od stołu.
-Zosrajesz na obiedzie Aby?
-Nie, muszę już wracać. Babcia na mnie czeka. Ale dziękuję za śniadanie.
-Odwiozę ją - Harry z Edem powiedzieli równocześnie, kiedy wstałam od stołu.
-Ja to zrobię, Ed - mruknął Harry i odszedł od stołu.
Złapał moją rękę i wyszliśmy.
Siedziałam na wygodnym siedzeniu i przesłuchiwałam z Harrym najnowszy album 5sos, który Harry miał na iPodzie.
-Lubię twój akcent - powiedział i uśmiechnął się.
-Twój jest lepszy.
Podjechaliśmy pod dom i wysiadłam dziękując przy tym Harremu.
*
Następnego dnia wstałam o siódmej, ubrałam się i zjadłam śniadanie. O siódmej trzydzieści osiem wyszłam do szkoły nie czekając na Mię. Dwadzieścia minut później, wyciągałam podręczniki. Harry stał oparty o swoją szafke i gadał z Louisem, o ile się nie mylę i kilkoma kolegami. Postanowiłam podejść. Pocałowałam go w policzek. Stał zszokowany.
-Hej, um, wpadniesz dziś po szkole?
-Do ciebie? Chyba śnisz.
Blondyn parsknął.
Odeszłam, chowając dumę do plecaka.
Harry
Szedłem sam z Louisem na matmę.
-Nie miałeś udawać, że ją lubisz?
Poczułem się okropnie, że tak potraktowałem Abigail. Powierzyła mi swój sekret a ja tak ją potraktowałem.
-A co jeśli na prawdę ją lubię?
-Cholera, Harry! Spieprzamy z matmy i wszystko mi opowiadasz!
Pokiwałem głową.
Po chwili byliśmy w męskiej szatni od wfu, gdzie nikt nie wchodzi.
-No bo zawiozłem ją po plaży wtedy do domu no i zostałem u niej i okazała się świetną osobą. A jak wyszedłem to musiałem się wrócić bo zostawiłem kluczyki i coś odkryłem.
-Co? Masturbowała się?!
-Kurwa, Louis! To nie są żarty!
-Dobra! - uniósł dłonie w geście obrony - Gadaj!
-Ale jak komuś kurwa powiesz to cię zabije.
Pokiwał głowa.
-Cięła się.
Opowiedziałem mu resztę historii. Był na mnie zły.
-Kurwa, stary! Lubisz ją, zaczyna ci się podobać, a ty tak ją traktujesz?!
-To przez was!
-Przez nas?!
-Bo nie potrafię być sobą przy Niallu czy Liamie!
-Dobra, weź ją przeproś.
Pokiwałem głową. Po chwili, wyszliśmy, równo z dzwonkiem.
*
Aby cały dzień mnie unikała. Czekałem godzinę przed szkołą na nią. Kończyła później lekcje. W końcu ją dostrzegłem. Szła z Summer. Uśmiechała się.
Po cichu podszedłem i chwyciłem jej ramię.
-Pogadajmy.
Widać że nie chciała scen więc zgodzila się.
-Przepraszam Abigail.
Nie odpowiedziała.
-Aby, przepraszam.
-Wiesz czego nienawidze bardziej od pająków?
-Czego? - zapytałem marszcząc brwi.
-Ciebie!
Wrzasnęła, odwróciła się i pobiegła. Zabolało jak cholera.
I wtedy pomyślałem, że wcale nie chcę by odchodziła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz